Post należy do kategorii: Informacje
Opublikował:    Brak komentarzy

GORĄCE SŁOWA – DZIKIE SERCE – MALEO I KULTURA NA KRAWĘDZI

Inauguracja Festiwalu Kultury i Nauki za nami. Tym razem organizatorzy zaprosili do Centrum Kultury eSTeDe Darka Maleo Malejonka. Spotkanie i koncert nazwane przez eSTeDe „Kultura na krawędzi” wypełniły gorące słowa Maleo na temat tego czego był naocznym świadkiem na kijowskim Majdanie, przeplecione songami artysty, trafiły do publiki. Nawet jeśli częściowo przyszła ona z nauczycielami „za rączkę” (niejako z obowiązku) – nie nudziła się. Oficjalny początek Festiwalu mimo wszystko nie na sztywno. To była po prostu opowieść człowieka o ludziach i dla ludzi. Po koncercie kolejnym aktem inauguracji był wernisaż wystawy „Wycinanka żydowska” Anny Małeckiej – Beiersdorf – o tym również znamiennym wydarzeniu napiszemy w odrębnym tekście.Po oficjalnym otwarciu Festiwalu przez starostę Dariusza Pilaka na scenie pojawili się Darek Malejonek i Mateusz Jagiełło. Bez przedłużania i zbędnych wstępów Maleo przystąpił do sedna spotkania-koncertu „Kultura na krawędzi”. Wielokulturowosć wpisana w temat przewodni tegorocznej edycji Festiwalu; w obliczu wydarzeń na Ukrainie przewijała się w tym koncercie przede wszystkim w kontekście wydarzeń na kijowskim Majdanie. Temat mocny i aktualny, choć nie trudno oprzeć się wrażeniu, że pozamiatany w nazwijmy to „nieładny sposób” przez Europę. Darek mówił jednak nie tyle o uwarunkowaniach geopolitycznych, czy aneksji Krymu przez Rosję. Tak naprawdę jego mocne i gorące słowa były opowieścią człowieka poruszonego…Kogoś kto był na Majdanie gdy tam rozpoczynał się najtrudniejszy czas. – Graliśmy koncert, tak naprawdę nic nie wskazywało, na to czego staliśmy się świadkami. Wiedzieliśmy, że atmosfera jest napięta. W trakcie naszego koncertu rozpoczęły się pierwsze szturmy Berkutu, padły pierwsze strzały… Niedaleko nas wybuchały granaty z gazem łzawiącym i to był ten sam zapach, który czuło się 30 lat temu w Polsce podczas akcji ZOMO. Widziałem ludzi, poparzonych gdy gaz wybuchał bardzo blisko nich. Wtedy też zginął człowiek, który pomagał nam organizacyjnie przy koncercie Ormianin Siergiej Nigojan – opowiadał Maleo spokojnie lecz dało się wyczuć, że te słowa przychodzą ciężko i obrazy i ludzie po prostu wryły się w jego serce. Dzikie serce.

W tym co mówił przede wszystkim przebijała opowieść o ogromnej jedności i poświęceniu prostych ludzi, którzy ryzykowali wiele dla wolności. Największą ceną było życie, ale ci ludzie mogli też stracić pracę – ich egzystencja została położona na jednej szali, na drugiej niepewna wszak wolność Ukrainy. Maleo zwracał też uwagę na to, że na jednej scenie stawali z ludźmi: pop, ksiądz grekokatolicki i rabin. Groza wydarzeń i krew to było jedno – jedność to drugie. – Tam na barykadach czułem się jak na planie filmu Mad Max. Byli tam ludzie w jakiś garnkach na głowach, kaskach, z deskami snowboardowymi, drzwiami od szafek w ręku. Starsza kobieta w durszlaku na głowie rozdawał jedzenie… Coś niesamowitego. Tyle, że to była rzeczywistość a nie plan filmowy.  Wszyscy byli tam razem, kibole, anarchiści, robotnicy, studenci. Dało się wyczuć jakąś niewytłumaczalną wspólnotę i jedność – opowiadał dalej Darek Malejonek. Padały mocne słowa, choć bardzo wyważone, bez jakiegokolwiek obrażania, tych którzy widzą sprawę Majdanu inaczej. Tych, którzy najczęściej znają „rewolucję na Majdanie” z telewizyjnych newsów” – dodajmy.  Świadek wydarzeń opowiadał o tym co widział. Bez nachalstwa i doktrynerki ale też bez uprawiania poprawności politycznej. Ważne wydają się słowa o tym, że oczywiście między naszymi narodami są ogromne rany. Darek nie próbował opowiadać, że nie było UPA, że nie wydarzyła się rzeź na Wołyniu. – Dramatem jest to, że na Ukrainie nie ukazała się, żadna poważna książka na temat tych wydarzeń. To, że Ukraińcy nie mieli nawet szansy zmierzyć się z tą kartą historii, odsuwając ją, czasem tłumacząc, że to Rosjanie… Myślę, jednak, że wyciąganie tego teraz kiedy oni sami są w krytycznej sytuacji, niczemu nie służy, a na pewno nie oczyszczeniu sytuacji. Na Majdanie jest wielu Ukraińców, którzy są wdzięczni Polsce, którzy chcą się pojednać z Polakami. Ukraińców, z którymi rozmawiałem twarzą w twarz. Spotkałem też na Ukrainie weterana wojennego, który uważał, że nie ma innej drogi dla Polski i Ukrainy, jak pojednanie – kontynuował Maleo.

Wydaje się, że tym co niesamowicie ważne jest by po prostu nie być obojętnym. Opowieści nawet świadka wydarzeń – mogły się przerodzić w moralizowanie – tak się nie stało. To co istotne Darek Malejonek nikogo nie pouczał, nie sugerował oglądu rzeczywistości. Opowiadał o swoich odczuciach i emocjach, o drobiazgach w relacjach międzyludzkich na Majdanie, o zaangażowaniu społeczeństwa niezależnie od statusu czy grupy społecznej. Cóż prawdziwy wojownik wolny jest nie tylko od strachu ale i od nachalstwa. Ten kulturowy w szerszym zakresie aspekt wbrew pozorom nie zdominował koncertu. Maleo przyjechał w towarzystwie Mateusza Jagiełły, który świetnie budował tło rytmiczne na djembe. Darek zagrał dobry koncert, mimo delikatnej nerwówki spowodowanej awarią samochodu w drodze z Warszawy. Na scenie kompletnie nie dało się wyczuć, że niewiele brakowało, a muzycy nie dojechali by na koncert. Wszystko wystartowało w szyku zgodnie z planem. Nie zabrakło najbardziej znanych kawałków zarówno z repertuaru Maleo Reggae Rockers jak Houka i Kultury. Było: „Reggae Radio”, „Żyję w tym mieście”, „Dzikie serce” i „Alibi”. Nie zabrakło też starego hymnu granego kiedyś przez Kryzys – „ Święty Szczyt”. Przekaz tekstowy w pełni zgodny z emocjonalnym. Pomimo przerw na opowieści – spójny, zwarty materiał. W jednym z utworów Darek pozwolił sobie poszarżować na darabukce głębokie brzmienie djembe Mateusza Jagiełły i metaliczna darabuka zabrzmiały soczyście. Publika choć „lekcyjna” fajnie rezonowała z Maleo, dośpiewując refreny.  Wydaje się, że udało się tegoroczną inauguracją trafić do młodych ludzi. Co ważne trafić z poważną i ważną treścią. Młodzież wyczulona na fałsz daje wiarę ludziom autentycznym, których nie można posądzić o grę czy manipulację. Siłą koncertu oprócz muzyki była właśnie prawda, która szła do ludzi ze sceny. Prawda, która zapewne płynie ze sceny od Maleo już od Ultravioletu. Dobrze ogarnięty przez akustyków eSTeDe koncert. Po koncercie Maleo, dopełnieniem inauguracji był wernisaż Wycinanki żydowskiej, autorstwa Anny Małeckiej Beiersdorf, dzięki której ta popularna niegdyś sztuka odżyła w Polsce. O tym nazajutrz.

program festiwalu www.scenatodziwna.eu oraz www.festiwal.medioznawcza.pl

Mixe®Stary Zgred

Zdj. Tymek RasTi Mikołajczyk

W legendarnym filmie Rejs padają słowa: „ja nie mogę być jednocześnie Twórcą i tworzywem”. Szanuję i film i słowa. Czasem jest jednak tak, że życie zmusza do bycia jednym i drugim, a do tego jeszcze by opisywać stan, w którym tak jest. Relacja z wydarzenia jest niewątpliwie subiektywna. Nawet jeśli trudno w to uwierzyć – subiektywizm nie wynika tu z tego, że Daro to przyjaciel. Ostatnio spotykamy się zresztą podobnie jak dziś dosłownie na chwilę. Rzecz też kompletnie nie w tym, że zagrał „Święty szczyt”… Chodzi chyba o to, że kocham ludzi, do których mogę mieć zaufanie, zwłaszcza gdy to artyści. Nie chodzi też o to zaufanie koleżeńsko – ludzkie, raczej o pewność, że słowa znaczą to co znaczą bez żadnego podtekstu, drugiego dna…Bez bilansu korzyści i strat. To jest cenniejsze niż 3 płyty, które rozwaliły moją głowę, które po prostu były genialne: Legenda – Armii, 1991 – Izraela i Transmission Into Yuor Heart – Houka. I kilkadziesiąt utworów z innych płyt, w których personelu znalazł się Darek. Nie ma znaczenia, że mocnym punktem w moim życiu był koncert No Longer Music…Subiektywizm to być może Dzikie serce. W jakiejś mierze pewnie subiektywizm płynie z tej samej wibracji muzyki reggae. Może, bo w końcu to Robert Nesta Gong Marley zaśpiewał One Love…Eh, chyba dziś nie zabrzmiało Redemption Song – byłoby na miejscu.

Jarek Mixer Mikołajczyk

 przedruk z www.popcentrala.com